Celowość przeprowadzenia rehabilitacji leczniczej ZUS
: 14 mar 2014 13:55
Czy ktoś z tu będących jest w stanie określić co się może kryć pod pojęciem:
Braku stwierdzenia celowości przeprowadzenia rehabilitacji leczniczej w ramach prewencji rentowej ZUS.
Jakie elementy utajnionej wiedzy kryją się pod tym pojęciem bo właśnie mnie taka forma orzeczenia spotkała podczas komisji u lekarza orzecznika.
Sam lekarz (kobieta) na tyle uznała moją stronę pacjenta że nie zechciała nawet wytłumaczyć takiego rodzaju orzeczenia. Uznając siebie za stronę reżimu racji potęgi stanu jaki reprezentuje a mnie za coś malutkiego i niepotrzebnie reagującego formą zapytań.
Celowość mojej reakcji spowodowana jest na tyle realnie że każdy myślący człowiek chciałby wiedzieć dlaczego tak a nie inaczej postanowiono.
- Na marginesie to budzi bardzo wiele we mnie mieszanych odczuć taki rodzaj spędu takiej masy ludzi w jedno miejsce i błyskawiczne orzekanie na podstawie rozmowy. Tak tak... bo mając przed sobą kilka dokumentów przedstawionych przeze mnie okazało się chyba niepotrzebnych skoro postawiono mi pytanie: " to co w końcu pana boli"...powiem szczerze że już wtedy miałem ochotę odpowiedzieć na taki rodzaj zapytania że tam w tych dokumentach wszystko napisane i nie ważne tu i w tm miejscu jest to co ja powiem bo najważniejsze są dokumenty od neurologa, ortopedy z okresem leczenia stanem zdrowia i zaleceniami.
--Ale jak każdy wie taki rodzaj prowadzenia rozmowy ma celowość orzecznika...to taki rodzaj małej prowokacji aby wyzwolić z siebie elementy reakcji agresji na rzecz zachowania jakie nie przystoi kiedy pacjent siedzi wyciszony i nic nie mówi. Ja tak właśnie postąpiłem no i oberwałem za tą moją ciszę szeregiem głośnych i kpiących uwag. No muszę przyznać że kultury to tam nie ujrzałem kiedy na tak zwaną dokładkę owa orzeczniczka zaczęła moimi dokumentami miotać w moją stronę. Taki młyn zachowań poza obiektem przecież zwykłego lekarza a na terenie obiektu ZUZ chamskiego urzędnika to dość powszechne zachowanie o którym się słyszy dość przecież często na korytarzu obiektu ZUS gdzie trwał proces orzecznictwa.
.. Ot i dość zwykły i niezwykły przypadek zwykłego człowieka który patrzy ze zdumieniem na rodzaj niespełnionych obietnic jakie były kreowane przez ponad mojego trzydziestoparoletniego okresu składkowego.
Dziś dla mnie to taki rodzaj płenty określonej mianem nagrody za czas mojej naiwności. (chyba dobrze mi tak)
A wy jak myślicie ???
Braku stwierdzenia celowości przeprowadzenia rehabilitacji leczniczej w ramach prewencji rentowej ZUS.
Jakie elementy utajnionej wiedzy kryją się pod tym pojęciem bo właśnie mnie taka forma orzeczenia spotkała podczas komisji u lekarza orzecznika.
Sam lekarz (kobieta) na tyle uznała moją stronę pacjenta że nie zechciała nawet wytłumaczyć takiego rodzaju orzeczenia. Uznając siebie za stronę reżimu racji potęgi stanu jaki reprezentuje a mnie za coś malutkiego i niepotrzebnie reagującego formą zapytań.
Celowość mojej reakcji spowodowana jest na tyle realnie że każdy myślący człowiek chciałby wiedzieć dlaczego tak a nie inaczej postanowiono.
- Na marginesie to budzi bardzo wiele we mnie mieszanych odczuć taki rodzaj spędu takiej masy ludzi w jedno miejsce i błyskawiczne orzekanie na podstawie rozmowy. Tak tak... bo mając przed sobą kilka dokumentów przedstawionych przeze mnie okazało się chyba niepotrzebnych skoro postawiono mi pytanie: " to co w końcu pana boli"...powiem szczerze że już wtedy miałem ochotę odpowiedzieć na taki rodzaj zapytania że tam w tych dokumentach wszystko napisane i nie ważne tu i w tm miejscu jest to co ja powiem bo najważniejsze są dokumenty od neurologa, ortopedy z okresem leczenia stanem zdrowia i zaleceniami.
--Ale jak każdy wie taki rodzaj prowadzenia rozmowy ma celowość orzecznika...to taki rodzaj małej prowokacji aby wyzwolić z siebie elementy reakcji agresji na rzecz zachowania jakie nie przystoi kiedy pacjent siedzi wyciszony i nic nie mówi. Ja tak właśnie postąpiłem no i oberwałem za tą moją ciszę szeregiem głośnych i kpiących uwag. No muszę przyznać że kultury to tam nie ujrzałem kiedy na tak zwaną dokładkę owa orzeczniczka zaczęła moimi dokumentami miotać w moją stronę. Taki młyn zachowań poza obiektem przecież zwykłego lekarza a na terenie obiektu ZUZ chamskiego urzędnika to dość powszechne zachowanie o którym się słyszy dość przecież często na korytarzu obiektu ZUS gdzie trwał proces orzecznictwa.
.. Ot i dość zwykły i niezwykły przypadek zwykłego człowieka który patrzy ze zdumieniem na rodzaj niespełnionych obietnic jakie były kreowane przez ponad mojego trzydziestoparoletniego okresu składkowego.
Dziś dla mnie to taki rodzaj płenty określonej mianem nagrody za czas mojej naiwności. (chyba dobrze mi tak)
A wy jak myślicie ???