Z ust do ust - Ela Galoch
: 11 kwie 2013 20:40
Ela Galoch
Z ust do ust
Na dancingu Salome z dwieście trzydzieści osiem
tańczy: cukier sypie się na stoliki. Pryska biustem,
przyspieszając tętno dziadkowi Ambrożemu. Witold
oblizuje suche wargi. Janusz ogłuchł i z przeciągami
chłonie każdy takt. Może za chwilę zrzuci spódnicę?
Wielkie majtki będą wirować jak postawione żagle.
Pomarszczona skóra nóg i żylaki, nie są już istotne.
Sól dostrzegalna jest tylko dla pań spod ściany,
przy piwie z sokiem wyrokują: syndrom kurwy
jest jak przezroczyste znamię, a oni jeszcze leją jej
wódkę do butów. Pewnie spłonie niejeden tupecik
- a czerepy posypią się niczym piłki tenisowe. Rozwódki
i wdowy będą się czepiać sanatoryjnych parkanów,
z oczami wyżartymi przez nudę.
Nie ma już nikogo. Są tylko fałszujący muzykanci.
Przynajmniej nie będą patrzyły, gdy tamta zbierze faceta
po facecie do futerału po welurowych szpilkach. Wyssie z nich
wino i wiatr od Wisły. Dziś „nic” nie mogą.
„Mogą” przez rok schudnąć, uszyć kilka kiecek
i nabrać pewności siebie. Ale liczy się właśnie „teraz”,
bo Salome zagarnęła wszystko i wszystkich. Zapomnieli,
które fontanny mają przed sobą. Nawet drzewa
w zdrojowym parku chylą się ku krwistym zachodom,
chociaż to tylko oranżowa szminka.
Przecież nie będziemy się z nią biły – wykrzykują
przy zabiegach. Rozstańmy się z namiętnościami.
Mężczyźni - i tak zechcą oddać wszystko tej drugiej,
nam tylko tyle, żeby zapewnić sobie bezpieczeństwo:
bo kochane – kochane, nie dla nas dziś lecą kasztany.
Nie przyjechałyśmy leczyć się z „zielonookiego potwora”.
To trudna choroba.
- Na zawiedzioną miłość dobra jest mineralna kąpiel,
radzę siedemdziesięcioletniej kuracjuszce przy skwerku.
(Ciechocinek)
Z ust do ust
Na dancingu Salome z dwieście trzydzieści osiem
tańczy: cukier sypie się na stoliki. Pryska biustem,
przyspieszając tętno dziadkowi Ambrożemu. Witold
oblizuje suche wargi. Janusz ogłuchł i z przeciągami
chłonie każdy takt. Może za chwilę zrzuci spódnicę?
Wielkie majtki będą wirować jak postawione żagle.
Pomarszczona skóra nóg i żylaki, nie są już istotne.
Sól dostrzegalna jest tylko dla pań spod ściany,
przy piwie z sokiem wyrokują: syndrom kurwy
jest jak przezroczyste znamię, a oni jeszcze leją jej
wódkę do butów. Pewnie spłonie niejeden tupecik
- a czerepy posypią się niczym piłki tenisowe. Rozwódki
i wdowy będą się czepiać sanatoryjnych parkanów,
z oczami wyżartymi przez nudę.
Nie ma już nikogo. Są tylko fałszujący muzykanci.
Przynajmniej nie będą patrzyły, gdy tamta zbierze faceta
po facecie do futerału po welurowych szpilkach. Wyssie z nich
wino i wiatr od Wisły. Dziś „nic” nie mogą.
„Mogą” przez rok schudnąć, uszyć kilka kiecek
i nabrać pewności siebie. Ale liczy się właśnie „teraz”,
bo Salome zagarnęła wszystko i wszystkich. Zapomnieli,
które fontanny mają przed sobą. Nawet drzewa
w zdrojowym parku chylą się ku krwistym zachodom,
chociaż to tylko oranżowa szminka.
Przecież nie będziemy się z nią biły – wykrzykują
przy zabiegach. Rozstańmy się z namiętnościami.
Mężczyźni - i tak zechcą oddać wszystko tej drugiej,
nam tylko tyle, żeby zapewnić sobie bezpieczeństwo:
bo kochane – kochane, nie dla nas dziś lecą kasztany.
Nie przyjechałyśmy leczyć się z „zielonookiego potwora”.
To trudna choroba.
- Na zawiedzioną miłość dobra jest mineralna kąpiel,
radzę siedemdziesięcioletniej kuracjuszce przy skwerku.
(Ciechocinek)