Ja miałam złamaną głowę kości udowej wraz ze zwichnięciem stawu biodrowego. Lekarze w pierwszym szpitalu tylko nastawili biodro, leżałam z ciężarkiem u nogi ponad dwa tygodnie. Rehabilitacja....hmmm tylko ćwiczenia izometryczne, zakaz całkowity obciążania tej nogi przez pół roku, po prostu czekanie aż się zrośnie i wróci ukrwienie w główce i może gdzieś za kilka, kilkanaście lat endo. Raz lekarz powiedział, że może by tą głowę skręcić śrubami ale jednak tego nie zrobił.
Po prawie pół roku (ból się zwiększał) zmieniłam lekarza i szpital. I tak: przy złamaniu głowy kości udowej jak najszybciej (liczą się godziny) powinno się skręcić śrubami - wtedy jest jakaś szansa aby wróciło ukrwienie. U mnie były to po prostu dwa kawałki, lekarz powiedział, że przecież te dwa kawałki nie podadzą sobie krwi na odległość więc w sumie od razu skazali mnie aby wdała się martwica. Zbyt długo nie obciążałam tej nogi i do tej pory mam schrzanione mięśnie, które nigdy już nie wrócą do prawidłowego funkcjonowania - mimo mnóstwa godzin w prywatnym gabinecie nowoczesnej fizjoterapii. Byłam wpisana w trybie pilnym na operację właśnie ze względu na martwicę - mimo, że była jałowa to podobno zbyt długie ''chodzenie'' z martwicą jest ryzykowne bo może się zmienić w niejałową i zakazić organizm. Mam wstawioną protezę stawu biodrowego.
Oczywiście u mnie było jeszcze to zwichnięcie, pierwszy szpital za bardzo nie wiedział co ze mną robić bo podobno takie złamania to rzadkość.
Nie wiem co Ci mogę doradzić - każdy przypadek jednak jest inny, wiek i inne komplikacje przy złamaniu też mają znaczenie. Myślę, że na pewno warto skonsultować się jeszcze z innym lekarzem, mój przypadek w sumie oceniło trzech lekarzy - oczywiście pierwszy to zaraz w szpitalu (przypominam, że mój przypadek to wypadek samochodowy) czyli oprócz nastawienia stawu to nic tylko czekanie. Drugi lekarz - wpisać się na operację. Trzeci to już wyżej wspomniany, który dokładnie wytłumaczył i opisał mi mój przypadek, jako jedyny obejrzał płytkę z TK i mi ją pokazał i opisywał. To on mnie operował. Bardzo przydatne jest dobrej jakości rtg i dokładne obejrzenie TK. Mam porównanie zdjęć z pierwszego szpitala i drugiego - nawet taki laik jak ja widział różnicę i widział co tam jest nie tak.
Rehabilitacja praktycznie do końca życia - oczywiście raz częściej raz rzadziej ale przypominam, że u mnie jest schrzanione z mięśniami przez ten pierwszy szpital.
Jeśli będę w czymś mogła pomóc to pytaj - może się na coś przydam.
Oj zapomniałam - pytałaś jeszcze o schody. Ja akurat wtedy mieszkałam na parterze choć przed wejściem do klatki miałam cztery schody. W szpitalu rehabilitant przed wypisem pacjenta do domu powinien pokazać jak się chodzi prawidłowo o kulach, ustawić je odpowiednio i powinien pokazać jak prawidłowo wchodzić i schodzić ze schodów. Mnie tego już nie pokazał i naprawdę nie dałam rady nawet z tymi paroma schodami, mnie po prostu wnieśli. Dobrze, że mój mąż kiedyś miał złamaną nogę i chodził o kulach więc to on mi pokazywał i uczył chodzenia po schodach.
Po operacji w tym drugim szpitalu musiałam kilkanaście razy prawidłowo zaliczyć chodzenie po schodach z dwoma kulami oraz jedną i trzymanie się poręczy aby lekarz dał wypis do domu. Więc jeśli nauczą ją prawidłowo to nie będzie problemu choć wiadomo, że wejście na trzecie piętro trochę jej czasu zajmie i zmęczy ale trening czyni mistrza
