Śniegu tak z 40 cm, ale gruba skorupa na wierzchu sprawia, że da się iść. Jedynie niekiedy można zapaść się do połowy uda
Idąc trzeba uważać na narciarzy, bo co rusz któryś przemknie obok nas. No, ale jakby nie było to ich teren…. My wdarłyśmy się na trasy narciarskie. Ale nie tylko my. Inni też maszerują na górę i widać nawet jak wąziutka ścieżka prowadzi prosto pod Wieżę
I wreszcie huuuuuuura. Zdobywamy szczyt.
Idziemy do kasy, by kupić bilet na Wieżę. Pani w okienku okazuje lekkie zdziwienie:
- A panie to jak tu dotarły? Piechotą?
- Owszem - odpowiadamy.
- No to wielkie gratulacje, podziwiam - słyszymy .
Bez okazywania dowodu kupujemy bilet ulgowy, do którego jest dołączona paczka paluszków. To tak na wypadek, jakby ktoś padł wchodząc na Wieżę. Chociaż przyznam, że super chwyt marketingowy. Paluszki z widokiem wieży… dobra reklama.
Kaptur na głowę, co by wiatr nie wdarł się uszami do mózgownicy i można ruszać.

- 8.jpg (99.54 KiB) Przejrzano 544 razy
Pniemy się coraz wyżej, podziwiamy panoramę.