Re: 23 Wojskowe Sanatorium Lądek Zdrój pawilon II
: 13 sty 2012 12:13
Obserwacji ciąg dalszy:
Dziś na tablicy ogłoszeń zobaczyłam cennik usług żywieniowych obowiązujący w 23 WSUR. I tak: śniadanko 2,80 zł, obiad 4,50 zł, kolacja 2,50 zł. Wypada, że razem 9,80 zł, . Nie wiem, czy to jest sam wsad do kotła, czy cennik dla kuracjusza ( z kosztami własnymi), myślę, że to drugie, a więc nie pomyliłam się dużo w moich wcześniejszymi szacunkach. Ale jedzenie jest zjadliwe i na ogół wystarczające z wyjątkiem może kilku posiłków z wzmiankowaną już parzybrodą i plackami jajecznymi na czele, ryba panierowana też była dla mnie nie do przełknięcia.
Przyjrzałam się też lepiej bazie zabiegowej. Warunki lokalowe są niekiedy tragiczne, grzyb jest powszechny ale sprzęt jest już w większości nowoczesny, a oferta zabiegów bardzo szeroka. Jak się ma słaby wzrok albo oko przymknie, można tego nie zauważać. Natomiast trudno nie zauważać kartek pozawieszanych na drzwiach i głoszących wielkimi literami, że „wymagamy ręcznika i czystego ciała”, „…nie sikać w kabinach oraz nie zaśmiecać”, „w przypadku spóźnienia się na zabieg, zabieg przepada”, „obowiązuje strój sportowy, ręcznik oraz czyste skarpetki”.
Po przeczytaniu tych wymogów poczułam się przynależna do jakiejś niższej kategorii społeczeństwa, od której wymaga się zachowań oczywistych i źle się z tym poczułam. Odeszliśmy już przecież dość daleko od czasów, kiedy w pociągach królowały tabliczki „nie pluć i nie zanieczyszczać wagonu”, a w szaletach publicznych napisy „nie wycierać palca o ścianę”. Oczywiście wiem, są wyjątki, wszędzie są takie wyjątki i będą.
Z takimi właśnie refleksjami weszłam na zabieg spóźniony o kilka minut nie z mojej winy. Położyłam się grzecznie na ręczniczku z rękami pod głową i czekam. Pan rehabilitant odezwał się do mnie tymi słowy „Co wy jesteście za ludzie, że nawet prawidłowo nie umiecie się położyć. Ta dziura jest po to, aby oprzeć tu głowę, ręce spuścić”. O kurcze… Zatkało mnie. Powiedziane tonem do „stada baranów”. Poczułam się głupią, mało pojętną starą babą w rękach tego super inteligenta. A rehabilitant ciągną dalej swoje utyskiwanie na pacjentki, które potrafią w garsonkach przychodzić na salę gimnastyczną, na zabiegi bez ręczników, a jak mają zalecone jakieś ćwiczenia np. rowerek, nie wiedzą, jak się do tego zabrać, no i jak on – rehabilitant - musi je krótko temperować. Słuchając tego czułam się coraz bardziej przynależna do tego „stada baranów”, z którym on, specjalista wysokiej klasy, musi się męczyć każdego dnia za marne pieniądze i … to mu w końcu powiedziałam. Wiem jedno, każdy zawód związany z kontaktami z drugim człowiekiem, wymaga predyspozycji, a szczególnie taki zawód, w którym człowiek musi odsłonić wszystkie słabe punkty, defekty, choroby.
Tak, to drobiazgi, nieistotne incydenty ale czyż nasze życie w 90% nie składa się z drobiazgów - takich, wydawać by się mogło, nieistotnych incydentów. I to te drobiazgi sumując się zadecydują o tym, jak zapamiętam to miejsce. Jaką będę miała o nim opinię.
Dziś na tablicy ogłoszeń zobaczyłam cennik usług żywieniowych obowiązujący w 23 WSUR. I tak: śniadanko 2,80 zł, obiad 4,50 zł, kolacja 2,50 zł. Wypada, że razem 9,80 zł, . Nie wiem, czy to jest sam wsad do kotła, czy cennik dla kuracjusza ( z kosztami własnymi), myślę, że to drugie, a więc nie pomyliłam się dużo w moich wcześniejszymi szacunkach. Ale jedzenie jest zjadliwe i na ogół wystarczające z wyjątkiem może kilku posiłków z wzmiankowaną już parzybrodą i plackami jajecznymi na czele, ryba panierowana też była dla mnie nie do przełknięcia.
Przyjrzałam się też lepiej bazie zabiegowej. Warunki lokalowe są niekiedy tragiczne, grzyb jest powszechny ale sprzęt jest już w większości nowoczesny, a oferta zabiegów bardzo szeroka. Jak się ma słaby wzrok albo oko przymknie, można tego nie zauważać. Natomiast trudno nie zauważać kartek pozawieszanych na drzwiach i głoszących wielkimi literami, że „wymagamy ręcznika i czystego ciała”, „…nie sikać w kabinach oraz nie zaśmiecać”, „w przypadku spóźnienia się na zabieg, zabieg przepada”, „obowiązuje strój sportowy, ręcznik oraz czyste skarpetki”.
Po przeczytaniu tych wymogów poczułam się przynależna do jakiejś niższej kategorii społeczeństwa, od której wymaga się zachowań oczywistych i źle się z tym poczułam. Odeszliśmy już przecież dość daleko od czasów, kiedy w pociągach królowały tabliczki „nie pluć i nie zanieczyszczać wagonu”, a w szaletach publicznych napisy „nie wycierać palca o ścianę”. Oczywiście wiem, są wyjątki, wszędzie są takie wyjątki i będą.
Z takimi właśnie refleksjami weszłam na zabieg spóźniony o kilka minut nie z mojej winy. Położyłam się grzecznie na ręczniczku z rękami pod głową i czekam. Pan rehabilitant odezwał się do mnie tymi słowy „Co wy jesteście za ludzie, że nawet prawidłowo nie umiecie się położyć. Ta dziura jest po to, aby oprzeć tu głowę, ręce spuścić”. O kurcze… Zatkało mnie. Powiedziane tonem do „stada baranów”. Poczułam się głupią, mało pojętną starą babą w rękach tego super inteligenta. A rehabilitant ciągną dalej swoje utyskiwanie na pacjentki, które potrafią w garsonkach przychodzić na salę gimnastyczną, na zabiegi bez ręczników, a jak mają zalecone jakieś ćwiczenia np. rowerek, nie wiedzą, jak się do tego zabrać, no i jak on – rehabilitant - musi je krótko temperować. Słuchając tego czułam się coraz bardziej przynależna do tego „stada baranów”, z którym on, specjalista wysokiej klasy, musi się męczyć każdego dnia za marne pieniądze i … to mu w końcu powiedziałam. Wiem jedno, każdy zawód związany z kontaktami z drugim człowiekiem, wymaga predyspozycji, a szczególnie taki zawód, w którym człowiek musi odsłonić wszystkie słabe punkty, defekty, choroby.
Tak, to drobiazgi, nieistotne incydenty ale czyż nasze życie w 90% nie składa się z drobiazgów - takich, wydawać by się mogło, nieistotnych incydentów. I to te drobiazgi sumując się zadecydują o tym, jak zapamiętam to miejsce. Jaką będę miała o nim opinię.