Wróciłam wczoraj , więc kilka słów na gorąco

Aleksandrów wita nas wyjątkowo paskudnym, obdrapanym dworcem. Pierwsze wrażenie nie jest zbyt pozytywne, ogólnie całe miasteczko jest smutne i zaniedbane. Po drodze do sanatorium mijamy Biedronkę, Netto, kilka "butików" z chinskim badziewkiem i ciucholandy. Nie ma miejsca w którym można napić się dobrej kawy czy zjeść coś sensownego poza sanatorium ( same podłe pizzerie, kebab i chinczyk)
Sanatorium miesci się przy jednej z głównych ulic, blisko torów kolejowych. Pociągi niestety słychać, więc jezeli ktoś ma problem z zaspypianiem to moze nie być ciekawie.
Pokoje jeno i dwuosobowe, cześc to studia ze wspólną łazienką. Słaby standard nawet tych po remoncie.Zabiegi z porzadku, chociaz pomieszczenie z borowiną woła o pomstę do nieba. Brak kąpieli solankowych. Bardzo, bardzo miłe rehabilitantki. Zresztą cała obsługa była bardzo przyjemna, wszyscy uśmiechnięci, pomocni. Nie ma obchodów lekarskich. Na miescu kawiarnia z tancami, utrzymana w klimacie remizy strazackiej

W weekendy muzyka na żywo, ceny przystępne.
Rowery na miejscu, jednak w tragicznym stanie technicznym. MOzna wypozyczyc ( za free) lezaki do opalania.
Dla osób, które lubią spędzac aktywnie czas to nuuuuuuuuuuuuda. Dobrze,ze Ciechocinek jest blisko. Autobusy jezdzą często ( 3 zł) taxi 3 dychy. Warto tez jezdzic do Torunia, bo piękny

Ja zaliczyłam w trakcie pobytu takze Inowrocław i Sopot , ale to juz trochę dalsze wyprawy

Ogólnie- to najsłabsze w moich sanatoriów. Przedmówcy mieli rację- chyba połozenie, brak atrakcji itp sprzyja nadmiernej "degustacji" alko. Słabe to jest :/
Z włąsnej woli z pewnoscią tam juz nie pojadę