Forum Nasze Sanatorium. Opinie o sanatoriach. Forum o sanatoriach. Forum kuracjuszy.
Forum kuracjuszy, wyraź opinie o sanatoriach, poznaj opinie innych kuracjuszy nawiąż znajomość. Planujesz wyjazd do sanatorium, wysyłasz tam dziecko? Sprawdź informacje na temat swojego uzdrowiska. Porozmawiaj na tematy związane z leczeniem w sanatorium.
Forum Nasze Sanatorium. Opinie o sanatoriach. Forum o sanatoriach. Forum kuracjuszy.
Forum kuracjuszy, wyraź opinie o sanatoriach, poznaj opinie innych kuracjuszy nawiąż znajomość. Planujesz wyjazd do sanatorium, wysyłasz tam dziecko? Sprawdź informacje na temat swojego uzdrowiska. Porozmawiaj na tematy związane z leczeniem w sanatorium.
Fanklub Lądka-Zdrój dla kuracjuszy (i nie tylko) zainteresowanych i zauroczonych tą okolicą. Lądek i okolice, sanatoria, co warto zobaczyć, ciekawostki.
jacky6 pisze:
Takie sobie ogólne obserwacje i przemyślenia z życia i codziennego i kuracyjnego …
Pierwszy dzień upłynął pod znakiem wycieczki do Javornika ( u czeskich sąsiadów ) a tamże zwiedzanie pałaco-zamku biskupów wrocławskich.
...
Materiału fotograficznego jest sporo a jeszcze bardziej jest bogaty dylemat ile nawinąć „live” a ile zostawić sobie na jesienne a długaśne wieczory.
no i przyszła ta jesienna pora ( nie koniecznie na Telesfora ).
Choć trochę powalczyłem na ogródku i podwórku z jesiennymi porządkami nie będąc na bakier - to i czas na kontynuację się znalazł.
Javornik
Czyli nareszcie ciąg dalszy wycieczki w sobotę po południu…
Takie sobie małe rozszerzenie.
Javornik ( 3 )
Gwoli wyjaśnienia.
jeśli wykonuję fotografie z zamiarem późniejszej ich publikacji na forum / FB itede - zawsze uprzedzam.
Tylko jeden raz miałem w Lądku zastrzeżenie jednej z zabiegowych - odsyłającej mnie do kierowniczki obiektu ( było to Jerzym ) a ponieważ ta ważna osoba była ( „chwilowo” ) nieobecna w pracy - z focenia zrezygnowałem.
Być może z jej stratą – bo jej osoba i praca zostałaby tutaj uwieczniona.
Informując o zamiarze podaję adres danego forum gdzie będą osoby fotografowane ulokowane.
Nie pytam się o zgodę osób w obiektywie w ruchu ulicznym itede - czyli na miejscu publicznym.
Tak samo o obiekty martwe – też w miejscu publicznym.
A pro po tych fotek ślubnych - było to na terenie parku - teren ogólnie dostępny - miejsce publiczne i wszyscy posiadacze aparatów fotograficznych z grupy zwiedzającej zamek a było ich kilkanaście plus ichnia rodzinka i znajomi - tym "młodym" wykonywali fotografie.
Potem nawet zaczęli już wszyscy pozować wszystkim - ale ja już wtedy musiałem zaczynać zwiedzanie.
Więc na sicher nie czułem się paparazzim.
Generalnie – akceptuję ograniczenia w muzeach, gdzie błyski fleszów mogą w wielokrotnym stosowaniu uszkodzić kolory obrazów i innych „farbowanych” detali.
Ale ograniczenia w miejscu publicznym kojarzą mi się z czasami komuny, gdy były zakazy fotografowania na dworach PKP, które traktowano jako miejsca zmilitaryzowane stanowiące potencjalny obiekt do zbombardowania przez wrogie NATO.
A to tamtejszy dom złotej starości, czyli po czesku dom dla seniorów.
Lecz mnie kłóciła się oszklona przybudówka doklejona do budynku wyglądającego na stary pałacyk a może raczej bardzo starą szkołę.
to przyjemne czasami żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...
Więc sobie chodzę i zapisuję okiem aparatu – to co ciekawe.
Bardzo często dopiero później, obrabiając fotkę dla potrzeb danego forum dostrzegam coś, co wcześniej nie dostrzegłem.
Taverna.
Widziałem osoby zmierzające na imprezkę.
Cóż, nie tylko u nas stopniowo zaczyna się przechodzić na zapraszanie gości na jakąś rocznicę czy inną okazję z tego gatunku – właśnie do lokalu.
A nazwa „taverna” jak to miło dla ucha brzmi.
Choć jak dla mnie przynajmniej – tawerna kojarzy się bardziej jako knajpka portowa.
A Javornikowi daleko jeszcze do morza czy jakiegokolwiek większego zbiornika wodnego.
Hotel „Pod Zamkem”…
Przypuszczam, że zbyt wiele gości tam nie wali drzwiami i oknami.
Ale kto wie, to było tylko moje liźnięcie Javornika.
Być może jednak mylę się i czasami dojeżdżają tam pary, aby…
Wiadomo po co …
I jeszcze jedna kamienica, już odremontowana.
Widać nowy właściciel poczuł ducha historii a zarazem postanowił nadać nową kartę życia.
A na parterze wiadomo - już jest jakaś kafejka.
c.d.n.
to przyjemne czasami żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...
Wchodzimy już po schodach do zamku – małą grupką z przewodniczką.
A to klops.
Zakaz fotografowania. Dziwiło mnie to bo nawet nie byliśmy jeszcze w żadnej sali z ekspozycją ale po prostu na
klatce schodowej.
Niby potem były wyjaśnienia – że tam stoją posągi świętych – apostołów.
Przecież aureola świętości by im z głów nie pospadała.
I wyjście.
W chwilę po pożegnaniu się z przewodniczką.
Sporo osób robiło sobie tutaj fotki pamiątkowe. Podsumowanie zwiedzania – warto było.
Trochę nietypowa ekspozycja ale opowieści przewodniczki ciekawe i wprowadzające w epokę.
Jako, że była to letnia rezydencja.
Zimą – także i teraz nieczynna. Więc nie było widać ogrzewania.
Trochę pośmialiśmy się widząc wyposażenie pokoju służącego. Bardzo krótkie łóżko.
Po to, żeby za bardzo wygodnie mu się nie spało i był zawsze gotowy do posługi.
to przyjemne czasami żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...
Powoli schodzimy z zamku.
Nadciągają nieciekawe chmurzyska.
Zastanawiałem się nawet przez chwilę, czy zdążymy „na sucho” do autka.
Bo w nim wylegiwał się dyżurny parasol.
Uliczka w kierunku Trnavy, czyli w drogę powrotną.
Miasteczko powoli zamiera.
Nawet do tamtejszego marketu nie zdążyliśmy – zamknięto go nam przed samym nosem.
Tablica pamiątkowa poświęcona Tomasowi Garrigue Masarykowi.
To pierwszy prezydent Republiki Czechosłowackiej.
Zachęciło mnie to do poczytania sobie jego życiorysu na wikipedzi.
Ogólna konkluzja – człowiek polityki o ciekawej drodze życia – przyrównano go do roli jaką w Polsce spełnił Marszalek Józef Piłsudski.
Jeszcze tylko w Travnej zatrzymuję się na chwilkę.
Moją uwagę zwrócił – monumentalny – bodaj w stylu gotyckim – kościół w Travnej.
Skąd w małej wiosce tak duży kościół ?
Niestety – zamknięty.
W strugach deszczu wracamy do Lądka.
Na przełęczy sklepik monopolowy kiedyś tętniący klientelą świeci pustkami.
…
Po kolacji tradycyjnie zasiadamy przy stoliku – Maryla z lekturą a ja kreślę kolejne odcinki reportażu.
Widać nieczynny telewizor. Tak na prawdę to szacuję, że w czasie naszego pobytu popracował najwyżej 5 - 6 godzin.
PS – definitywnie materiał o Javorniku wyczerpany.
Pora przyłożyć się znów do samego Lądka.
to przyjemne czasami żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi
Słowo wstępne.
Dlaczego sentymentalny.
Ano dlatego, że wreszcie poszedłem pooglądać sobie ulicę i budynki w których nastąpił mój lądecki debiut 34 lata temu.
Przyjechałem wówczas do Lądka Zdroju na tak zwane wczasy lecznicze zwane też profilaktycznymi.
Organizatorem owych był FWP.
Warunki pobytu były skromne, cóż, sponsorem były ówczesne związki zawodowe.
Wiadomo, darowanemu koniowi nie ocenia się zębów.
Więc po przejściu przez Park 1000 lecia, minięciu kościoła zdrojowego, basenu wojskowego – przeciąłem ulicę Tadeusza Kościuszki.
Trochę wcześniej przeszedłem obok budynku, który zdawał mi się nie tak całkiem obcym.
Tak, to był kiedyś szpital uzdrowiskowy „Barbara” – załam nad jego stanem – totalna ruina.
Ale to już inna bajka.
Wszedłem na ulicę Spacerową.
Tak, trochę przegapiłem i nie wszystkie obiekty sfotografowałem.
Po prostu nie wiedziałem ile uwagi poświęcić fotografowaniu a ile wspomnieniom sprzed lat.
A poniektórych wspomnień to już lepiej nie ruszać.
Było – minęło.
Teraźniejszy pensjonat Victoria.
Unikam jak mogę dr Alzheimera i nie mogę sobie przypomnieć, jak nazywały się zgrupowane w okolicy budynki.
Czy była tam seria Wrzosów czy Złocieni.
Może ktoś mnie wspomoże ?
Ten budynek zapadł mi na tyle głęboko w szare komórki, że kojarzę w nim dawną recepcję dla przyjeżdżających na profilaktyczne.
Także i gabinet lekarski, gdzie w pocie czoła pracował tamtejszy lekarz.
Próbuję sobie przypomnieć, czy przypadkiem też w tym budynku była stołówka.
Kamienny posąg na placyku przed byłym pensjonatem.
Domniemywam, że został „znaleziony” gdzieś w polu.
Czy nie powinien to być obiekt zainteresowań konserwatora zabytków ?
I jeszcze jedna ruina.
Prawie jestem pewien, że byłem w nich pensjonariuszem.
Pokoje zazwyczaj 3 – 4 osobowe z umywalką.
Prysznice na korytarzu.
Pielęgniarka czyniła obchód około 22:00 zamykając budynek na klucz.
Nie sprawdzała zawartości pokoi więc wracając wchodziliśmy przez okno.
Innym razem kolega z sąsiedniego pensjonatu dopasował swój klucz od pokoju do bramy wejściowej naszego budynku.
I zagrało.
to przyjemne czasami żyć marzeniami ( wspomnieniami ) twardo stąpając po ziemi...
Jest późne sierpniowe popołudnie, no, właściwie zbliża się czas kolacji.
Przed oczami przesuwają mi się wspomnienia sprzed lat.
Jak ten plac tętnił życiem.
Szczególnie przed posiłkami.
Głodomorki zbierały się tutaj dobrych kilkadziesiąt minut przed otwarciem jadalni.
Rzuca się w oczy obecne zadbanie o zieleń. Kwiatów już mniej niż przed laty.
Tutaj też była „palarnia” przed i po posiłku.
Tudzież giełda towarzyska, wymieniano nie tylko ploteczki ale i spojrzenia, gesty – zachęcające do późniejszych podrywów.
Po lewej stronie pensjonat „Arabeska”, drzewiej też pod zarządem FWP.
Teraz już w rękach nowego właściciela nabrał nowego blasku.
Jeszcze minionej zimy, zanim złożyłem wniosek o sanatorium, przewinęła mi się na FB reklama tego pensjonatu.
I choć nazwa nic już mi nie mówiła – to budynek nie był mi całkiem obcy.
Ów przepadek na FB zaowocował krótką rozmową tamtejszym komunikatorem, napisałem im wiadomość i zaraz, pewnie ktoś z personelu, aktualnie będący przy komputerze podjął się ze mną wymiany informacji na fejsowym komunikatorze. Umówiłem się, że będąc w Lądku – zajrzę do nich.
Uskuteczniłem obietnicę, zajrzeliśmy do środka, co prawda nie było nikogo w recepcji ale zrobiliśmy krok dalej do części gastronomicznej i zaraz wyszedł nam naprzeciw gospodarz. Nie wiem, czy był to właściciel ale po przedstawieniu celu swojej wizyty chętnie otworzył przed nami jeden z typowo urządzonych pokoi.
I teraz się zastanawiam, czy te pensjonaty – zbudowane już w XIX wieku – odżyją nowym blaskiem w XXI wieku ?
Kto wie, jako, że cena noclegu i wyżywienia może okazać się konkurencyjna względem kombinatowych gigantów sanatoryjnych.
A że w pokoju nie było tv ? To też nie problem aczkolwiek na własnej skórze przekonałem się, że niewiele korzystaliśmy z przekazów radia z lufcikiem.
To już prędzej niezbędne staje się wi-fi. To też staje się już standardem.
Ceny – zawsze do uzgodnienia. Ja sobie zakodowałem jako nie powalające na kolana.
Trzeba będzie też wziąć pod uwagę kameralny nastrój rodzinnych pensjonatów.
Także indywidualny sposób spędzania kuracji w tym wypoczynek w czasie wolnym od zabiegów będzie mieć znaczenie.
Być może jest to szansa dla lądeckiego zdroju na pełniejsze wykorzystanie jego możliwości …
to przyjemne czasami żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...
Jacku,wszystkie te budynki,w większości zniszczone mają właściciela....tak,tak...Jest to własność FWP,które nadal funkcjonuje i do ruiny doprowadza takie obiekty zamiast je po prostu sprzedać.
A zaliczyłeś Międzygórze,które umiera strasząc przepięknymi budynkami tegoż samego właściciela.
W Travnej jest neogotycki kościół pw. Najświętszej Marii Panny wybudowany w latach 1879-1881 wg projektu wiedeńskiego architekta Friedricha von Schmidta (autora m.in. ratusza w Wiedniu). Jeszcze kilka lat temu przywożono tam duchownego w celu celebrowania nabożeństwa. Czesi jak pewnie wiesz nie są zbytnio "kościelni". Mam zaprzyjaźnione małżeństwo z Jawornika,które co niedzielę jest na mszy w Lutyni,bo akurat są praktykującymi katolikami i to miejsce im bardziej odpowiada.
Sklepik na granicy funkcjonował do niedawna bardzo dobrze,ale nasza ukochana Sula niestety zmarła.Mąż wyjechał,syn przeniósł się do Javornika...takie życie.