Dokooptowano nas z kolegą do stolika z czterema paniami, kolega od razu powiedział że przez 10 dni jest z nim żona, więc znika po obiedzie.
Przywiozłem sobie cztery książki i mate do jogi, tak miałem zamiar spędzać czas. Spokojnie mijał czas do pierwszej soboty.
W sobotę młodsze dziewczyny poprosiły mnie o wspólne wyjście do " Romantycznej" ( bo jak będziemy same wracać w nocy).
Nie bardzo miałem ochotę, ale nie wypadało odmówić. Dołączyła do nas koleżanka jednej z pań i poszliśmy.
W "Romantycznej " kiepska muzyka, fałszujący solista,ciasno i długa kolejka po piwo. Wróciliśmy rozczarowani.
Zaproponowałem na jutro wyjazd do zamku Golub- Dobrzyń, dziewczyny były chętne.
Do kasy podszedłem pierwszy: poproszę ze zniżką dla emeryta.......ja też, ja też, ja też...po chwili wybuch tłumionego śmiechu.
Zwiedzanie było już z humorem, cała droga powrotna też. Okazało się że jesteśmy rówieśnikami.
Wieczorem dołączyła koleżanka drugiej pani i stworzyliśmy zgraną wesołą paczkę. Od tej pory wszędzie bywaliśmy razem.
Dni nagle stały się za krótkie,wyjścia do kina, na koncerty,na piwo i tańce, na kabaret, spacery,basen itd.
Wieczory z kartami, kawałami i drinkami kończyły się ok. 1-szej w nocy.
Po kilku dniach ktoś w żartach nazwał naszą grupke " harem" -panie z humorem podchwyciły nazwe i tak zostało do końca.
Po wyjeździe żony dołączył do nas kolega, pare razy udało się zaprosić jeszcze dwóch kolegów z basenu.
W dni kiedy nie wychodziliśmy jedna z " żon" ( była kierowniczka domu kultury) wypożyczała odtwarzacz z recepcji i urządzaliśmy wieczorki z tańcem i humorem
w świetlicy. Wyjazd który miał być spokojny i refleksyjny zamienił się w wesoły i zwariowany ( przeczytałem 50 stron pierwszej książki


