Byliśmy z mężem na turnusie sanatoryjnym w Świnoujściu w styczniu 2020. Stanowczo odradzam tam rehabilitację . Zakwaterowanie w jednym miejscu, posiłki w drugim , zabiegi w trzecim i czwartym miejscu. "Spaceroterapia" może jest dobra, ale nie "biegoterapia" w wieku emerytalnym, bo , żeby zdążyć na posiłki i zabiegi/zaplanowane bezmyślnie !!!/trzeba było się często bardzo spieszyć. Po 3 dniach wysiadło mi kolano.
Zabiegi to kpina z chorych: np. masaż 10 minut, okład borowinowy-10 min, diadynamik-10 min....Byłam 15 raz w sanatorium , a po raz pierwszy w takich warunkach.Po kąpieli w ciepłej solance pacjent wychodził na mróz , bo musiał zdążyć na kolejny zabieg w drugim miejscu.
Oddzielny opis należy się pani doktor. Kompletnie nie słuchała co komu dolega. Mąż dostał inhalacje/choć mówił, że drogi oddechowe ma zdrowe !!/ oraz wirówkę na kk. dolne/choć też mówił, że ma zdrowe/. Odpowiedź pani dr była: cytuję" będzie pan tu dużo chodził, to nogi pana rozbolą".Z 54 zabiegów połowa była zbędna-policzyliśmy.A tych ,które potrzebował nie dostał.Ja byłam uparta i chodziłam 2 razy celem zmiany zabiegów na te , które były mi potrzebne. I tak osiągnęłam niewiele. Sąsiadka, która potrzebowała inhalacji otrzymała tylko 4 przez cały turnus.Pacjenci z NFZ traktowani są , jak zło konieczne. Całe Świnoujście nastawione jest na kuracjuszy niemieckich. Radzę : jeżeli ktoś dostanie skierowanie do Świnoujścia, to niech się upewni , czy pojedzie do sanatorium , w którym baza zabiegowa jest w tym budynku, w którym będzie mieszkał i jadł. W innej sytuacji wróci bardziej chory, niż pojechał. Wiem co radzę, jestem lekarzem z 40-letnim stażem.
Uzdrowisko Świnoujście
-
forumowicz

