Piszę już dzisiaj trzeci raz. Nie wiem co się stało, że mnie nie ma.
Nie będę odnosił się do postów obrońców imprezowania w sanatorium, bo to jest bez sensu. Wszyscy widzą i wiedzą jak jest. Maryann zrozumiałem twój post,azwłaszcza emotikony, które dodałaś.
A teraz informacja dla obrońców imprezowania w sanatorium. Kuracjusz naszego oddziału, który trafił po imprezowaniu na naszą " R " już zakończył swój pobyt na oddziale pulmonologi ZUS z "wilczym biletem". Z tego co mówią, to przyznał się tylko do jednego piwa i 100 gram wódki, czyli imprezowanie bez %.
Co do mojego sąsiedztwa, to już sprawę załatwiłem. Wczoraj sąsiedni pokój nawiedziła pielęgniarka dyżurna w czasie obowiązywania ciszy nocnej. Ponieważ panie akurat miały imprezę z koleżanką, oczywiście taką bez % jakie opisujecie. Chciałem tylko w tym miejscu nadmienić, że usłyszałem po pukaniu pielęgniarki turlającą się butelkę po podłodze, a po jej wyjściu zdanie, cytuję:" mało brakowało , żeby nas złapała. Od rana w moim sąsiedztwie zapanowała normalność i trwa do chwili obecnej. Co więcej rozmowy telefoniczne też są prowadzone ściszonym głosem. Myślę, że w pewnym stopniu pomogłem sąsiadkom wyjść z ciągu imprezowego, który mógłby zakończyć się jak powyżej.