Mieszkałam w pawilonie 1 nazywanym
Lotnik 1.
Rzecz która na pewno wryje mi się w pamięci to wszechobecne schody. Dzięki waszym opisom u lekarza od razu odmówiłam ćwiczeń na basenie wiec uniknęłam ponad 300 schodów dziennie. Moja współlokatorka wiecznie łaziła na basen lub do kriokomory a ja spokojnie brałam zabiegi w tym samym budynku i często o godz 10 już miałam wybrane wszystkie wpisane na dany dzień. Drobna uwaga jest taka, że warto pytać panie o wolne okienka w danym dniu, bo zdarzają się zachorowania i wtedy można przesunąć zabieg z godzin poobiednich na godziny ranne. Sala ćwiczeń, wszelkie kąpiele, masaże, borowiny naświetlania, prądy, okłady czy mrożenia miejscowe itp. odbywały się w tym samym budynku. Panie rozpoczynały pracę około 7 więc czasem przed śniadaniem był człowiek po dwóch różnych zabiegach.
Pokój wyposażony w dwa tapczany szafę ubraniową, stolik, dwa foteliki, lodówkę, czajnik, telewizor (płatny) z podstawowymi programami , często z zakłóceniami.
Materace na tapczanach wygodne przykryte prześcieradłem nieprzemakalnym na które dopiero nakładało się właściwe prześcieradło, pościel trzeba było samemu ubierać, dwa ręczniki wymieniane w środku turnusu. Miałam miejsce w pokoju dwuosobowym tzw studio czyli cztery osoby do jednej łazienki. Trafiła nam się pani która zawłaszczała łazienkę na długi czas, bo wiecznie układała sobie włosy. Mieliśmy lustro w słabo oświetlonym przedpokoju stąd wiem że to kiepskie rozwiązanie. Lepszym byłoby gdyby wszystkie pokoje miały własne lustra, choćby zamontowane na drzwiach szaf.
Jedzenie bardzo urozmaicone w wystarczającej ilości. Mankamentem było jedzenie kolacji już o godzinie 17 ( 1 zmiana) co dla mnie było dużo za wcześnie.
Pilotów bram do parkingu jest tyle ile jest miejsc ale to co wyprawiają kierowcy to już inna bajka.
Sprzątanie odbywało się dwa razy na tydzień co było niestety widoczne.
Końcowej wizyty u lekarza nie miałam ale wypis dostałam zgodny z prawdą, zdrowie mi się polepszyło. Najbliższy sklepik to ABC który jest niedaleko więc można było kupić owoce, kawę czy co kto szukał. Problem był tylko na początku z odnalezieniem najkrótszej drogi. Drugim uczęszczanym sklepem spożywczym była Żabka położona troszeczkę poniżej Parku Zdrojowego.
Miejscowość wyraźnie nie ma szczęścia do włodarzy, widać na każdym kroku zdewastowane, obdarte z tynku, puste budynki a zdewastowany Dom Zdrojowy z dziurawym dachem wieżyczki i zapchanymi osadnikami rur spustowych to karygodne niedbalstwo. Niektórzy przewoźnicy nie wydają biletów/paragonów więc wniosek oczywisty. Dużo chodziłam po górach szlakami i nie tylko. Oznaczenia szlaków słabe, łatwo można było zgubić szlak, niektóre wręcz zarośnięte z poprzewracanymi w poprzek ścieżki suchymi świerkami sprzed kilku lat. Nie zgubiłam się tylko dlatego, że mam dobrą orientację przestrzenną. Znaki były stosunkowo niedawno odnowione ale brakowało ich w wielu miejscach. Na plus należy zaliczyć fakt iż w charakterystycznych miejscach ustawiono tablice informacyjne z opisem danego miejsca. Widać było, że wiele osób z nich korzysta.
Koszmarem Lądka Zdroju jest usytuowanie przystanku autobusowego dla kuracjuszy na obwodnicy miejskiej! Przystanek ze Zdroju wyrzucono na zadupie ! Korzystają z tego taksówkarze którzy za przewiezienie na odległość 1 kilometra na czarno kasowali każdego pasażera po 10 zł a brali pełny skład. Wysiadanie z autobusu chorego kuracjusza na wygwizdowie, wieczorem, to niewątpliwie koszmarne przeżycie.
Czy pojechałabym jeszcze raz do Lądka Zdroju ? Oczywiście że tak – wody radonowe działają cuda
